Moja Księga Dżungli cz. I

Przedzieram się przez gęste zarośla – 15 km w górę i w dół. Ścieżki są momentami tak wąskie, że przez pierwsze dni nawet ich nie zauważałam, a jeśli choć trochę odbiłam w bok, to nie potrafiłam ich już znaleźć. Dobrze, że dostałam chociaż prowizoryczną mapę, bo bez niej znając moje możliwości mogłabym się odnaleźć dopiero w Brazylii 🙂 Tak wygląda moja praca – wyprowadzam ocelota na spacer. Chociaż będę bliżej prawdy, jeśli stwierdzę, że to ona wyprowadza mnie, a ja tylko niezdarnie staram się nadążyć za kotką, która pomrukuje na mnie z wyraźnym poirytowaniem za każdym razem, kiedy zanadto zostaję w tyle.

Zwalone pnie to ulubione miejsca Millie

Każdy dzień jest inny i chyba to mi się tutaj najbardziej podoba. Jestem tak blisko natury, jak jeszcze nigdy dotąd i mogę bez końca podziwiać toczące się wokół dzikie życie, czyli to, co tak bardzo mnie fascynuje i co jeszcze do niedawna podglądałam tylko w telewizji. A tu proszę, znalazłam się w amazońskiej dżungli i mogę nasłuchiwać i podpatrywać ze wszystkich stron – trochę jak w kinie 5D, tylko że „tutaj i teraz” dzieje się naprawdę, a ja aż nie mogę uwierzyć we własne szczęście.

Z tych i innych rozmyślań oraz zachwytu brutalnie wyrywa mnie ukąszenie pszczoły oraz bzyczenie komarów. To ciemna strona mocy – insekty, które uparcie podążają za mną i nie dają spokoju, choćbym nie wiem jak bardzo spsikała się repelentem i opędzała machając rękami na wszystkie strony. Dochodzą naprawdę kosmicznych rozmiarów, np. czerwone mrówki z gigantycznymi, wyłupiastymi oczami i szczypcami na przedzie. Niektóre z nich o dziwo potrafią także latać. Nawet pasikoniki (czy coś w tym rodzaju) mają motyle skrzydła, na których szybują podczas skoku. Najgorsze są jednak włochate stawonogi, które parzą i pozostawiają nieładny ślad. Zwłaszcza kiedy chcę sobie pomóc podczas wspinaczki i chwycę najbliższą gałąź, a taki robal się czai po jej drugiej stronie – auć! Drzewa też są zdradliwe, niektóre mają kolce, które wbijają się głęboko w skórę i nie chcą wyjść. Czasem czuję się  jak małe dziecko, które nie wie, że ogień parzy. Ale jestem sama i wszystkiego uczę się na doświadczeniach każdego dnia – najczęściej dość bolesnych. Po dwóch tygodniach już wiem, które owady są najbardziej kąśliwe i pozostawiają największe bąble oraz żeby nie siadać na liściach, gdyż może pod nimi czaić się coś oślizgłego, na spotkanie z czym zdecydowanie nie mam ochoty.

„drzewo pancerne” – kolejna pułapka w dżungli

Dzień zaczynam od śniadania i spakowania ekwipunku, czyli prowiantu, zapasu wody, apteczki, latarki, aparatu i zapasowej smyczy oraz telefonu, który dostałam na pilne wypadki. Później 20 minut wspinam się wgłąb parku, aby dotrzeć do klatki Millie. Niekiedy na drodze staje mi wataha kapucynek, które koniecznie chcą mi COŚ ukraść, dlatego muszę mieć przy sobie kij, którym opędzam się od natrętów (jak widać na zdjęciu nie zawsze skutecznie). Są to małpy odchowane przez ośrodek i wypuszczone na teren parku, dlatego nie czują lęku przed ludźmi i niekiedy pozwalają sobie na zdecydowanie więcej, niż powinny. Kiedy dotrę już do kotki, podaję jej lekarstwa i sprzątam kuwetę. A później czekam, aż Millie wybierze trasę na dziś i podążam jej śladem.

Skutki uboczne pracy ze zwierzętami – ugryzienie małpy i kilka drobnych zadrapań ocelota

Niekiedy biegniemy przez pięć godzin niemal nieprzerwanie, ale czasem, a zwłaszcza w wyjątkowo upalne dni, ocelotka preferuje kocią drzemkę i odpoczywamy gdzieś pod drzewem przez większość czasu. Bywa, że akurat zatrzymamy się nad rzeczką, która momentami tworzy jakby naturalne baseny. Millie co prawda nie lubi wody i przysypia na spróchniałym pniu, ja jednak mogę skorzystać z chwili orzeźwienia i kąpać się w chłodnej wodzie. Ach, jak ja uwielbiam te chwile tylko we dwie, cała dżungla należy do nas i mogę się nią cieszyć bez skrępowania. W końcu uczę się kocich ścieżek, a towarzystwo Millie daje mi poczucie, że staję się częścią natury – świata, któremu oddałam moje serce.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: